„`html
Na pokazy tego filmu w Polsce powinno się organizować grupowe wyjścia, ponieważ mówi o Rosji więcej niż jakakolwiek analiza politologiczna, eseje czy wywiady z wojskowymi ekspertami. Już sam sposób, w jaki obraz „Pan Nikt kontra Putin” trafił do finału najważniejszej nagrody filmowej, zadziwia. Niezwykłość tej historii polega na tym, że Pasza Talankin – zwyczajny pracownik podstawówki nr 1 w Karabaszu – zapewne nigdy nie wziąłby się za tworzenie filmu, gdyby nie inwazja Rosji na Ukrainę.
Pasza Talankin – od lokalnych imprez do dokumentu o systemie
Pasza był „koordynatorem wydarzeń i wideofilmowcem”, czyli kimś odpowiedzialnym za organizację szkolnych akademii oraz ich rejestrację. Karabasz, mający około dziesięciu tysięcy mieszkańców, leży w obwodzie czelabińskim, na dalekim Uralu. Słynie głównie z huty miedzi, od wieku zatruwającej naturę i okoliczną społeczność, co sprawiło, że miasto znajdowało się często na liście najbardziej skażonych miejsc na świecie, a średnia długość życia jest tu szokująco niska nawet według standardów rosyjskich.
Przez lata Talankin zajmował się rejestrowaniem szkolnych uroczystości oraz kręceniem amatorskich teledysków z udziałem młodzieży. Wszystko zmieniło się w lutym 2022 roku. Karabaskie dzieci zostały wciągnięte najpierw w wojnę propagandową, by potem – osiągnąwszy wiek poborowy – brać udział w realnych działaniach wojennych. Wielu z nich wracało już tylko w cynkowych trumnach.
Pasza, z przekonań demokrata i przeciwnik putinowskiego systemu, rozważał rzucenie pracy propagandysty. Ostatecznie jednak zdecydował się zostać, by dokumentować skalę manipulacji, która wylewała się na jego miasto. Po długim czasie potajemnego filmowania nawiązał kontakt z dokumentalistą mieszkającym w Danii, wykupił zagraniczną wycieczkę i uciekł z Rosji, zabierając nagrania. Tak powstał film „Pan Nikt kontra Putin”, będący owocem współpracy Paszy Talankina i Davida Borensteina.
Szkoła jako narzędzie indoktrynacji
Z chwilą rozpoczęcia napaści na Ukrainę, do szkoły w Karabaszu trafiają nowe dyrektywy dotyczące „wychowania patriotycznego”. Uczniowie mają uczyć się wierszy i pieśni gloryfikujących państwo, a ich występy dokumentuje Pasza. Przede wszystkim młodzież zachęcana jest do recytowania poematów o zwycięstwach Rosji, choć rzeczywistość odbiega od wyobrażeń propagandzistów: poziom nauki dramatycznie spada, bo lekcje zastępowane są musztrą, śpiewami i recytacjami.
Codzienne rytuały i atmosfera strachu
Pierwsze sceny filmu pokazują poranną zbiórkę uczniów. Widać, jak dzieci maszerują – jedni machają rękami, inni trzymają flagi państwowe. Z ich twarzy maluje się bezmyślne poparcie dla wojny, wymuszone przez otoczenie. Nauczycielka dreptająca wokół odczytuje sporządzoną przez ministerstwo odezwę o neonazistach na Ukrainie, jednak sama ma problem z wymówieniem pojedynczych słów, widząc je po raz pierwszy w życiu.
Dzieci natychmiast zapisywane są do Ruchu Pierwszych – otrzymują czerwone berety symbolizujące potęgę kraju. Z czasem mają dołączyć do Junarmii – militarnej organizacji młodzieżowej pod patronatem Putina. Po gruntownej indoktrynacji będą wysyłane na front, być może nie tylko ukraiński, ale i do innych krajów Europy.
Spotkania z najemnikami i codzienność w Karabaszu
Karabasz odwiedzają najemnicy z Grupy Wagnera, którzy pokazują dzieciom militarne eksponaty, w tym miny i karabiny. Ich zadaniem jest przygotowanie nowego pokolenia do przemocy. Chłopcy w za dużych wojskowych czapkach maszerują po korytarzach, a jeden z instruktorów dumnie nosi koszulkę Realu Madryt z nazwiskiem „Ronaldo”.
Starsza młodzież urodziny świętuje w plenerze przypominającym wysypisko śmieci po apokalipsie. Prezenty to m.in. oryginalna koszulka McDonald’s, pozostałość po innym świecie. Autor filmu ironizuje, że kiedyś chłopcy ruszą na zachód, by zdobyć więcej takich pamiątek – niczym hordy zombie z popularnych seriali. Zombi nie rozumują, po prostu biegną, by pochwycić ofiarę. I to właśnie pokazuje ten dokument.
Manipulacja i symboliczna rola nauczyciela
W filmie nie brakuje absurdalnego humoru – np. gdy wojskowy wygłasza przed żołnierzami motywacyjną mowę: „Wszyscy zginiecie, ale pamiętajcie – Matka Rosja nigdy o was nie zapomni. Przez stulecia będą kłaść kwiaty na waszych grobach”. Nic dziwnego, że młodzi mieszkańcy Karabasza sami garną się do wojska.
Prawdziwą „gwiazdą” obrazu jest nauczyciel historii, Abdulmanow. Takich jak on są dziesiątki tysięcy w rosyjskich szkołach. Abdulmanow z pasją tłumaczy zdezorientowanym dzieciom, że sankcje Zachodu szkodzą nie Rosji, a Europie, która nie ma już dostępu do rosyjskiej ropy, gazu i żywności. Jego opowieści są pełne sprzeczności: Zachód według niego jest i słaby, i agresywny. Najważniejsze dla propagandy jest jednak wzbudzenie w dzieciach strachu. Ten strach ma się przerodzić w nienawiść i chęć odwetu na świecie.
- Na pytanie, z jakim bohaterem rosyjskiej historii chciałby się spotkać, Abdulmanow wybiera nie Piotra Wielkiego czy Katarzynę, lecz stalinowskiego oprawcę – Ławrientija Berię.
- Na pytanie, czym ci ludzie go fascynują, odpowiada, że „mieli ciekawą pracę”, pokazując jednocześnie beznamiętny uśmiech i stan uzębienia wymagający natychmiastowej interwencji dentysty.
Abdulmanow to kwintesencja rosyjskiej mentalności i praktyczna realizacja myśli powtarzanej przez Putina: to nie dowódcy wygrywają wojny, a nauczyciele. Obraz kończy się przesłaniem – nie cieszcie się, że rosyjska armia przegrywa w Ukrainie, bo niezliczeni Abdulmanowie każdego dnia wychowują kolejne pokolenia dzieci gotowych do walki i ślepego podporządkowania.
- Jeśli urodziłeś się w Rosji, twoim obowiązkiem jest kochać kraj i popierać jego działania – od dziecka to główna prawda wpajana przez takich nauczycieli jak Abdulmanow.
- Kto nie kocha Rosji, zostaje uznany za pasożyta, który nie ma prawa tu żyć – dlatego dzieci patrzą na nauczyciela z przerażeniem, wiedząc, że to nie są już żarty.
„`
